Słowacja

Na wakacje udaliśmy się do Rumunii do Konstancy. Po drodze chciałem zwiedzić Słowację. Pierwsza uwaga, proszę skrócić przejazd przez Słowacje do niezbędnego minimum. Po przekroczeniu granicy w Chyżnem zaczyna się pierwsze polowanie na kierowców z Polski i innych cudzoziemców. Droga jest 4-pasmowa, ograniczenie prędkości do 60 km, zakaz wyprzedzania (taka pozostałość po infrastrukturze granicznej, znaki wypłowiałe). Udało mi się, ale widzę, kilka samochodów już stoi. Policjanci z lornetkami i teleobiektywami szczęśliwi.
I taka sytuacja niemal przy każdym wjeździe i wyjeździe z każdego miasta. Czyhają na najmniejszy błąd, przy czym słowaccy kierowcy wyprzedzają naruszając ciągłą linię, ignorując zakaz wyprzedania i mogą dalej jechać spokojnie. Mimo, że wiedzieliśmy o kontrolach, w końcu 30 km za Zvoleniem minimalnie przekroczyliśmy prędkość o 5 km w tzw. terenie zabudowanym w szczerym polu 50 metrów przed znakiem końca miasteczka. Efekt to 10 Euro. Zatrzymywani są Polacy i Węgrzy. Słowacy puszczani. Policjant na powitanie stwierdził, że Słowacja to nie Ameryka. Myślę, że Słowacja to jeszcze nie Europa.
Wracałem z powrotem przez Austrię (Wiedeń jest piękny) i Czechy (Pragę warto odwiedzić, ludzie sympatyczni). Jeśli ktoś planuje podróż na południe Europy, to radzę unikać Słowacji. lepiej podróż zaplanować przez Czechy, Brno i Bratysławę, dalej już tylko Węgry. Słowacy wyraźnie nie lubią i odstraszają turystów.

Rumunia

Po 6 latach nieobecności w Rumunii postanowiliśmy spędzić wakacje nad morzem i w okolicach Bukaresztu.
Drogi w Rumunii - miałem wrażenie, że wielka renowacja dróg, którą widzieliśmy  6 lat temu przyniosła dużą poprawę. Niestety coś się zatrzymało, nie powstały nowe autostrady, drogi ekspresowe utknęły w martwym punkcie, nie ma praktycznie żadnej obwodnicy wokół miast i tych dużych, i tych mniejszych. Przejazd przez miasta to istna droga przez mękę. Na szczęście policja drogowa tolerancyjna, kierowcy rumuńscy, oprócz nielicznych wyjątków, kulturalni. Obowiązuje winieta 7 euro (1- miesięczna), którą wykupuje się na granicy. Odprawa paszportowa symboliczna, celnków brak.
Jeśli ktoś się spodziewa, że Rumunia to tani kraj, to może zacząć pisać bajki. Ceny benzyny kształtują się 0d 3,7-4,01 Ron (3,6 - 4 zlp), owoce np winogrona to wydatek 5-7 ron (5-6,8 zlp), chleb - 2-3 Ron, posiłki w McDonaldzie nieco droższe jak w Polsce, w barach, restauracjach drożej jak w Polsce (ok. 20-30 ron od osoby). Pensjonaty, hotele nie należą do tanich. 50 Euro (200 Ron) za pokój 2 osobowy to norma. Można się potargować i wtedy nieco spuszczają z ceny.
Najważniejsze - pobyt nad morzem. Hotel w Mamai reprezentuje dobry poziom, pokoje czyste, ceny od 170 do 300 RON za 2-osobowy pokój, bez wyżywienia. Plaża niezbyt czysta, ile ziaren piasku, tyle niedopałków. Połowa lub nawet 3/4 szerokości plaży zawalone przez leżanki, jedna obok drugiej, bez możliwości przejścia, a które są wykorzystane w 1/5. Cena takiego leżaka to 15 RON od osoby na dzień. Parasol osobno. Dla rodziny 4-osobowej to  60 Ron. Dla porównania we Włoszech płaciliśmy 8 Euro na stolik, parasol, leżak, cztery krzesełka. I do tego bardzo głóśne radio vacanta (wakacyjne) rozsadzające mózg. Próbowaliśmy uciec od niechcianej muzyki, ale głośniki są tak ustawione, że nie ma dokąd uciec. W nocy głośna muzyka wsącza się przez okna do 4 nad ranem. Sprzęt wodny, to rowery wodne tak skonstruowane, że nie da się pływać. Na szczęście miałem własny kajak Sevylor, który świetnie się spisywał.
Bukareszt - nie wiem, co się stało, ale zniknęły wszystkie sklepy spożywcze i z pamiątkami. Można chodzić dość długo po rozległym centrum i nie natknąć się na żaden sklep. 

Nocowaliśmy z polecenia przewodnika książkowego w tzw. gospodarstwie agroturystycznym w Ciofliceni nad jeziorem Snagov (Pensiunea Snagov Lac). Zdzierają z turystów ile mogą. Rozumiem, że można dużo płacić, ale też coś trzeba zaoferować np śniadanie, czy możliwość kąpieli w basenie. W Czechach za tą samą kwotę mieliśmy zapewnione całodzienne wyżywienie, nie mówiąc o innych atrakcjach. Jezioro Snagov miało być piękne - jest mocno zanieczyszczone. O kąpieli nie ma mowy. Brak jakiejkolwiek bazy wodnej. Lepiej jest zatrzymać się w hotelu Herastrau w Bukareszcie, co prawda ta sama cena, ale z wyżywieniem, piękne jezioro, liczne atrakcje, muzeum wsi obok, dobre połączenie z centrum.
I na koniec - trudno zrozumieć co stało się w Rumunii w ostatnich latach. Kraj piękny, ludzie przemili, sympatyczni, ale turystyka idzie w złym kierunku. Wyraźnie zabrakło tu dobrego gustu, umiaru w pewnych żądaniach, gdzieś zawieruszyły się pieniądze na drogi.  
Pozdrowienia