Na marginesie wystawy: Comics behind the Iron Curtain. 1945-1989

 

Et in Poznania ego!

Dodo Niţă

 

 

Pewnego razu byłem w Polsce. Właściwie pojechałem do Polski a obudziłem się w Rumunii, w której z pewnością podobałoby mi się żyć: mimo, że bloki, samochody i ubrania ludzi są takie same jak u nas, to jednak różnice są kilometrowe. W Poznaniu, moim ostatnim miejscu przeznaczenia, przechodnie byli spokojni i uśmiechnięci, dziewczyny piękne, a chłopcy urodziwi, kierowcy mili i nie trąbili bez sensu, kelnerzy sprawni, zaś sprzedawczynie cierpliwe. Z lupą szukałem ich śmieci, bezdomnych psów, dokuczliwych żebraków, „cyganów robiących nielegalne interesy i łatwych laluni”, ale nadaremnie. W zamian znalazłem muzea na każdym rogu ulicy, szerokie bulwary ogrodzone socjalistycznymi budynkami, lecz które nie szpeciły miejskiego krajobrazu, natomiast stare miasto było czymś cudownym: prawdziwa podróż w czasie o trzy-cztery stulecia wstecz do średniowiecznego grodu jak w bajkach braci Grimm. Wszędzie majestatyczne kościoły i budynki prosto z ilustracji Livii Rusz, jeden nie podobny do drugiego, ale wszystkie mające prawie taką samą wysokość, takie samo uszeregowanie, niektóre łączone pomiędzy sobą poprzez galerie z arkadami. Świeżo odnowione i odrestaurowane domy na Starym Rynku okrążały stary budynek średniowiecznego ratusza (dzisiaj muzeum oczywiście), na którego zegarowej wieży codziennie o 12 godzinie dwa… koziołki wskazują dokładny czas. Te dwa legendarne koziołki, tak jak i gęsi na Kapitolu, uratowały kiedyś mieszczan Poznania od nadchodzącego niebezpieczeństwa jeszcze jednego najazdu i stały się w ten sposób symbolem miasta. Ponieważ miałem tylko jeden dzień na zwiedzanie, i pomimo faktu, że moja przewodniczka Joanna goniła mnie jak na wyścigach, żebyśmy zobaczyli jak najwięcej, było mi ciężko wybrać, które z dziesiątek muzeów w Poznaniu mam zwiedzić. W końcu wybrałem to poświęcone znanej mi osobowości: Henrykowi Sienkiewiczowi. Pamiętacie jeszcze o tym polskim Aleksandrze Dumas i o jego książkach, Pan Wołodyjowski, Ogniem i mieczem, Potop, powieści, które zaczarowały dzieciństwo dziesiątek i setek tysięcy dzieci w latach 70-tych.  Z tą nostalgią w duszy zwiedziłem muzeum literackie Sienkiewicza, które eksponuje rzeczy osobiste, obrazy z tamtejszej epoki przedstawiające autora, jego rodzinę i postacie literackie i oczywiście dziesiątki wydań jego książek w obcych językach. Po przerwie na kawę (gorąca czekolada z miętą w Cacao Republika, w tureckiej dekoracji z dywanami i niskimi stolikami) kontynuowałem długą podróż zwiedzając w podziemiach pewnego pobliskiego kościoła makietę średniowiecznego miasta Poznania. Jednakże wizyta nie była statyczna, lecz podwojona dźwiękowym i świetlnym spektaklem, reprodukując w zmniejszonej skali poprzez pomysłową grę reflektorów hałas w postaci huków, strzałów, krzyków itd. oraz bitwy pomiędzy mieszkańcami Poznania a różnymi najeźdźcami. W końcu, gdy byłem już zmęczony, ale zachwycony i naładowany obrazami jak bateria, przewodniczka zwróciła moją uwagę na „człowieka z rowerem”, uliczny posąg pewnej fikcyjnej osoby ze słynnej audycji lokalnego radia.

Przyjechałem do Poznania na zaproszenie Rumuńskiego Instytutu Kultury w Warszawie w ramach oryginalnego i niebanalnego projektu: Comics behind the Iron Curtain. 1945-1989. Wymyślony przez Michała Słomkę ze stowarzyszenia Centrala (Central European Comics Art), który postanawia zaprezentować odbicie społecznych realiów w komiksach z czasów komunizmu w krajach Europy Wschodniej: Polski, Czech, Słowacji, Słowenii, Chorwacji, Serbii, Bułgarii i Rumunii. I ten pomysł realizuje poprzez koncepcję ekspozycji pokazywanej w różnych miastach, organizację konferencji-projekcji przezroczy i wydanie dwujęzycznego tomiku polsko-angielskiego na ten temat. W Poznaniu manifestację gościła Biblioteka Uniwersytecka. Konferencje wygłaszane przez niżej podpisanego oraz przez Tomasza Prokupka, dyrektora czasopisma czeskiego o BD[1] Aaargh! cieszyły się zainteresowaniem licznej publiczności, myślę, że ok. 100 osób, a poza miłośnikami komiksów byli obecni też studenci, profesorowie i nawet kilku Rumunów osiedlonych w Poznaniu, łącznie z Konsulem Honorowym Rumunii, Panią Iulianą Grażyńską, wraz z wieloma studentami Wydziału Neofilologii, ze specjalności język rumuński. Po konferencji, kilku z nich przyszło podyskutować ze mną, wyrażając z chęcią pasje związane z naszym krajem i jego kulturą. Byłem pod dużym wrażeniem znajomości języka i kultury rumuńskiej przez rumunofońskich studentów, a w szczególności mojej tłumaczki (i przewodniczki ad hoc) Joanny Wojciechowskiej, młodej 20 kilku letniej, która przytoczyła mi Eliadego i A.E. Bakońskiego jako ulubionych autorów i przyznaję wam z ręką na sercu, że wróciłem szczęśliwy do kraju, ponieważ pomimo wysiłków ludzi polityki w Rumunii, kultura rumuńska cieszy się jeszcze dużym zainteresowaniem i szacunkiem w kraju nie aż tak bliskim jak na to by zasługiwał.

Drugiego dnia, 4 kwietnia, w słynnej artystycznej kawiarni w Warszawie, Chłodna 26, zainaugurowano wystawę Social reality in Romanian Comics, gdzie zostały pokazane plansze – przetłumaczone na polski – z BD przez Valentina Iordache, Mariana Mirescu, Viorela Pîrligras, Valentina Tănase, Luciana Amarii i Aleksandra Ciubotariu, który podpisał też plakat manifestacji.

Te dwie wystawy można zwiedzać do końca kwietnia, a następnie zostaną one zaprezentowane w innych miastach w Polsce, ale także w Pradze, Bratysławie, Belgradzie, Budapeszcie i … Konstancy w ramach 20 edycji Międzynarodowego Salonu Komiksów. Interesująca i oryginalna inicjatywa świętowania 20-tych urodzin upadku komunizmu.

 


[1] BD = BeDon grubiutka i sympatyczna postać z komiksów, wymyślona  przez Dan Daia, asystenta kulturalnego w Centrum Kultury Francuskiej w Jassach i dyrektora artystycznego Gazety z Jassów.