NICOLAE MAREŞ






JAN PAWEŁ II


PAPIEŻ TRZECIEGO TYSIĄCLECIA



Przedmowa

IOAN ROBU

Arcybiskup Metropolita rzymsko-katolicki





Wydawnictwo M.N. COLOSSEUM

Bukareszt













Przedmowa


Niniejsza książka o Ojcu Świętym Janie Pawle II stanowi ożywcze spojrzenie na osobę Papieża; jest nowym wysiłkiem w celu odkrycia materialnych i duchowych źródeł, które ukształtowały osobę wybraną przez Opatrzność do prowadzenia Kościoła Chrystusowego u progu trzeciego tysiąclecia. To właśnie uczynił autor niniejszej pracy, pan Nicolae Mareş, jeden z najlepszych znawców życia i działalności obecnego następcy Świętego Piotra. Takie zadanie nie jest pozbawione trudności i ryzyka z uwagi na indywidualność osoby, o której pisze autor. Jej posługę język teologiczny syntetyzuje zwrotem ministerium Petrinum (służba Następcy Piotra). To właśnie ta indywidualność oraz posługa następcy Świętego Piotra wiążą poszczególne rozdziały i wpływają na atmosferę tej pracy. Swą analizę autor prowadzi według zasady od szczegółu do ogółu.

Podczas lektury, oprócz poznawania biografii, cech charakteru oraz myśli Papieża, odzwierciedlonych w dokumentach i jego dokonaniach, moglibyśmy powiedzieć, że wręcz uczestniczymy w pracy Chrystusa w Kościele i na świecie za pośrednictwem człowieka wybranego na najwyższą posługę. Służba następcy Świętego Piotra stanowi odzwierciedlenie posługi, którą Jezus Chrystus, Syn Boży pełnił na ziemi, będąc wzorem i miarą każdego powołania kapłańskiego i kościelnego.

Oto słowa Ojca Świętego skierowane do swojego ostatniego biografa George Weigela: «Próbują zrozumieć mnie od zewnątrz, ja zaś mogę być zrozumiany tylko od wewnątrz». [G. Weigel, Testimone della speranza. La vita di Giovanni Paolo II, protagonista del secolo, Mediolan, Mondadori, 1999, str. 11]. Udało się to osiągnąć Nicolae Mareşowi. Autor pierwszej monografii, która pojawiła się na obszarze w większości prawosławnym, jako polonista usiłuje zrozumieć Ojca Świętego od wewnątrz. Jak dotąd, według tego, co wiem, żaden biograf Papieża nie cytuje z taką dokładnością najgłębszych i najbardziej intymnych przeżyć tej wielkiej i złożonej osobowości współczesnego świata, odwołując się zarówno do Wierszy napisanych w młodości i w późniejszym okresie przez Karola Wojtyłę, a które pisarz rumuński przełożył na swój ojczysty język wiele lat temu, jak i do filozoficznej, teologicznej i humanistycznej myśli Papieża. Nicolae Mareş uchwycił ten fenomen u zbiegu dwóch tysiącleci z różnych punktów widzenia, rozwijając tezę, którą jeszcze od 1990 roku podtrzymuje w Rumunii, że „Ojciec Święty miał w sobie charyzmę i wewnętrzny głos, by uporządkować społeczeństwo ludzkie, znajdujące się od dłuższego czasu w silnym rozchwianiu”. [Pamięć, 1991]. Możemy przyznać, że w niniejszej pracy w pełni udało mu się to osiągnąć. Aby podkreślić znaczenie takiego podejścia, przywołam artykuł napisany przez L. Caracciolo Jan Paweł II mistyk i geopolityk, gdzie Papież komentował: „Moja duchowość jest również trochę geograficzna; Papież musi posiadać uniwersalną geografię” [L. Caracciolo, Giovanni Paolo II mistico e geopolitico, Limes, 11 stycznia 2000 r., str. 7].

Przywołałem te dwa cytaty z Ojca Świętego, aby wraz z czytelnikami dostrzec, że w niniejszej pracy autor rzeczywiście próbuje zrozumieć Papieża nie tylko z zewnątrz, ale także z wewnątrz. Ukazuje nam Papieża Jana Pawła II-go jako przewodnika wielu generacji ubiegłego stulecia. On sam doznał wielkich cierpień, które doświadczyły jego ojczysty naród, jak i żył w najtrudniejszych czasach, przez które przeszła dwudziestowieczna Europa. Będąc wybranym ponad dwadzieścia lat temu na następcę Piotra Apostoła, czuje się uprawniony do uniwersalnego ojcostwa, które obejmuje bez wyjątku wszystkich ludzi tej epoki. Uniwersalne ojcostwo polega na misji i charakteryzuje się pozytywną perspektywą, pełną nadziei w związku ze zbawieniem każdej osoby ludzkiej.

Gratuluję autorowi książki Jan Paweł II, Papież trzeciego tysiąclecia, tym bardziej, że pojawia się ona właśnie teraz, Jubileuszowym Roku 2000 oraz rok po historycznej wizycie Ojca Świętego w Rumunii (1999).

Szczególną cechą posługi, którą pełni następca Piotra na ziemi, w Kościele i na świecie, jest umacnianie w wierze swoich braci (Łk 22,32). Wiemy, że Ewangelista Łukasz ukazuje Piotra w jego całej słabości. Jednak zdolność umocnienia w wierze swoich braci nie pochodzi z jego własnych sił, lecz z mocy Chrystusa, który modli się za niego.

Pan Mareş umożliwia nam podziw wobec obecnego Papieża za wszystko czym jest i za to czego dokonał, dzięki czemu nasze spojrzenie nie zapomni Tego, który powołał i umocnił Jana Pawła II-go: Jezusa Chrystusa.

Z błogosławieństwem,


Ioan Robu, Arcybiskup Metropolita









KORZENIE WOŁOSKIE?


Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat;

tym właśnie zwycięstwem,

które zwyciężyło świat jest nasza wiara.

(1 J 5,4)

Kiedy w lutym 1993 roku miałem przyjemność zostać przyjętym w Watykanie przez Papieża Jana Pawła II, aby wręczyć mu tomik jego Poezji, który przetłumaczyłem i opublikowałem w języku rumuńskim zaraz po wydarzeniach z 1989, postanowiłem go zapytać bez większych ogródek, czy nie jest przypadkiem pochodzenia rumuńskiego. Była to dość długa audiencja jak na taką okazję. Wiele [innych osób przede mną]1 spieszyło się z dostarczeniem i wręczeniem mu owej antologii, jak dowiedziałem się od osobistego ówczesnego sekretarza Ojca Świętego w następującej kolejności: przedstawiciel apostolski z Bukaresztu, nuncjusz papieski John Bukovsky, Ambasada Polski w Rumunii, Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Polsce, a nawet ambasador Rumunii z Rzymu, który także w pośpiechu przekazał Papieżowi tomik z osobistym tytułem, który wysłałem za pośrednictwem jego podwładnego na tron apostolski. Tak, że nie zdołałem poruszyć, ani nawet naświetlić, tak jak chciałem aspektu dotyczącego jego pochodzenia.

Byłem zresztą zbyt wzruszony niezwykłą atmosferą jaką nadał audiencji Papież, który w swej wielkiej i przemożnej dobroci, szczerze ciesząc się, że możemy porozmawiać w języku Mickiewicza, zainteresował się w pierwszym rzędzie motywem, który skłonił mnie by przełożyć ją na język rumuński. Wykazał szczególne zainteresowanie, gdy dowiedział się, że przetłumaczyłem na rumuński nie tylko tomik, który właśnie trzymał w ręku, ale także bliski Jego sercu dramat: Przed sklepem jubilera. Powiedziałem mu, że owa sztuka została wyemitowana przez rozgłośnię radiową Rumunia Cultural, w uroczystej reżyserii artysty Constantina Dinischiotu. Zawsze z przyjemnością będę myślał o tym, że wzruszająca rozmowa znacznie przedłużyła się ponad przyznane przez eminencję Stanisława Dziwisza limity, ponieważ musiałem odpowiedzieć Ojcu Świętemu na zadane przez niego pytanie: - Co słychać w naszej Rumunii?

Sformułowane w ten sposób zdanie przeszyło mnie, ponieważ pytanie samo w sobie zawierało odpowiedź na zagadnienie, które nurtowało mnie jeszcze od lat 1979-1980. W owym czasie, będąc radcą ds. problemów kulturalnych i prasy w Ambasadzie Rumunii w

Warszawie, gościłem polskiego historyka, osobę czcigodną, której imienia nie chcę wyjawić, a która powiedziała mi wówczas, że pracowała od prawie dwóch lat nad drzewem genealogicznym Ojca Świętego. Człowiek ten przyszedł do mnie dowiedzieć się, co mogłoby znaczyć w języku rumuńskim nazwisko byłego kardynała z Krakowa: Wojtyła. Jednocześnie dowiedziałem się, że w swoich badaniach, śledząc krok po kroku powiązania pewnych starych rodzin góralskich, mieszkających od wieków w polskich Beskidach, wszystkie te rodziny miały swoje korzenie w starych plemionach rumuńskich pasterzy. A jak wielką wagę przywiązują do swych korzeni wielkie narody, pomyślmy choćby tylko o Amerykanach?

Nie znając materii sądowej, polski badacz chciał się jednocześnie dowiedzieć niektórych szczegółów dotyczących prawa wołoskiego (ius valachicum) i co ono znaczyło w Polsce.

Opowiedziałem memu rozmówcy w ogólnych zarysach o rumuńskiej transhumancji nie tylko na ziemiach polskich przed oraz w czasie średniowiecza, ale również na Węgrzech, Słowacji i w Czechach, o rozmiarach kolonizacji z elementem rumuńskim na wielkich obszarach górskich, nadających się na pastwiska. Owi pasterze poza opłatą w naturze lub w pieniądzach byli także zobowiązani do zaciągnięcia się do wojska w razie groźby wojny.

Zasugerowałem mu także, aby zajrzał do istotnych pozycji w tej dziedzinie, takich jak: Migracje wołoskie na ziemiach polskich oraz Studia nad nazwami miejscowości Karpat polskich K. Dobrowolskiego, Przyczyny kolonizacji wołoskiej w Karpatach pod redakcją E. Długopolskiego; Pologne et Roumanie Stanisława Łukasika, Miejscowości wołoskie na ziemiach polskich J.I. Lubomirskiego, itd.

Należy podkreślić, że rezultaty tych badań przeprowadzone przez Polaków w XIX i na początku XX w., a także rozprawa prawnika Dumitru D. Mototolescu Ius valachicum w Polsce, opublikowana w 1916 roku w Bukareszcie, udowadniają rozwój osiedlania w czasie i na konkretnych obszarach geograficznych oraz sposób, w jaki dokonano kolonizacji ziem polskich przez rumuńskich pasterzy, jak i funkcjonowanie rumuńskich gmin, ich ważność dla kultury materialnej południowo-wschodniej Polski, elementy, które zachowały się aż do naszych czasów z ich wyraźnym charakterem antropologicznym, lingwistycznym, kulturalnym, itd. Zatem od prawie stu lat jest szczegółowo prezentowana i demonstrowana transhumancja rumuńskich pasterzy w poszukiwaniu pożywienia dla trzody z północno-zachodniej Transylwanii i Mołdawii przez Czeremosz, aż do źródeł Odry, począwszy od drugiej połowy XIV aż do XVII w. Z czasem, wysokogórskie pasterstwo wołoskie pójdzie też w kierunku Lublin-Łuck, przechodząc przez Puszczę Sandomierską w kierunku Świętego Krzyża. Jednocześnie należałoby zwrócić uwagę na fakt, iż pierwsze fale pasterstwa wysokogórskiego, do którego się odnosimy, poprzedziły słynne kolonizacje niemieckie z Małopolski. W ten sposób, w latach 1334 i 1335 na dworze księcia Halicza znajdujemy Borisco Caracula i Alexandru Moldoavici, zaś w Przemyślu, dzięki kolonizacji doliny Sanu przez wołoskich i mołdawskich pasterzy działał w 1353 roku biskup Chiril Valahul: Kiryllo Wołoszyn (wg. Łukasika, Pologne et Roumanie, str. 50). Spośród wielu faktów zapisanych przez wspomnianych badaczy należy zapamiętać przyznanie przez Władysława Opolskiego w 1378 roku swojemu poddanemu Ludomirowi Valahul „pustego pola” (Hodle Pole, obecnie Hadle Szklarskie) w celu założenia na nim wsi pod jurysdykcją wołoską.

Moglibyśmy podać wiele podobnych przykładów, ponieważ zidentyfikowano ponad 500 miejscowości ufundowanych przez wołoskich pasterzy koczowniczych na terenach polskich w okresie trzech stuleci, miedzy nimi także wieś Czaniec, w której urodził się w 1788 roku pradziadek Papieża, Bartłomiej Wojtyła oraz wielu jego krewnych: Franciszek, Stanisław, Maciej, Paweł, itd.

Istnieją dokumenty, które świadczą o obecności Wołochów także w strefie Podhala, na pastwiskach usytuowanych wzdłuż rzeki Raba, aż po Myślenice, a także na szczytach gór w kierunku Skawy aż do Wadowic.

Należy także podkreślić, że to na Śląsku Wołosi są wspomniani po raz pierwszy w 1548 roku jako wytwórcy sukien i nakryć.

O funkcjonowaniu wołoskiego prawa czy przepisów wołoskich w ramach gmin rumuńskich pasterzy wspomina się po raz pierwszy w 1378 roku, gdy została ufundowana miejscowość Hodle Pole. Na czele gminy Wołochów znajdował się kniaź, który był oficjalnym przedstawicielem ludności podzielonej na różne klasy; do głównych obowiązków jej aktywnych członków należało uczestnictwo z dobrym koniem w wyprawach wojskowych. Jeździec był uzbrojony w łuk i strzały. Gminy wykonywały jednocześnie świadczenia w naturze, oddając owce, kozy i ser, czasami też pieniądze. Kniaziowie byli obciążeni zarówno władzą administracyjną jak i sądową. Istnieje pewien dokument z 1390 roku, w którym jest mowa o Giurgio ze Stupnicy, nazywanym voyvoda valachorum. Rozstrzygał on procesy sądowe głównie na stopniu wyższym, ale spotykamy liczne podobne przypadki i na niższych poziomach w różnych okresach i regionach. Miały też miejsce sytuacje takie jak w XVII wieku, gdzie szlachta polska przekształciła niektóre kolonie wolnych Wołochów we wsie chłopów pańszczyźnianych (glebae adscripti). Ius valachicum będzie funkcjonować w Polsce aż do XVIII wieku, pozostając odrębną formą wyrazu tych gmin, które nigdy nie zapomniały swojego pochodzenia.

Franciszek Wojtyła urodzony w 1826 roku w Czańcu zostaje powołany wójtem gminnym (Iudex communitatis) jako liber notarum, stając się później pewnego rodzaju jej doradcą.

Nazwisko Wojtyła z pewnymi zmianami w pisowni, prawdopodobnie i w wymowie jest często spotykane w dokumentach z polskiego średniowiecza w regionach, w których mieszkali wołoscy koloniści. Przedrostek ila, ilă wyróżnia się jednak szczególnie dużą frekwencją w nazwiskach rumuńskich, takich jak Vintilă, Voicilă, Ochilă, Sarsailă, Flămânzilă, Lungilă albo nawet Voitilă. Można z tego łatwo wywnioskować, że dla nazwiska Wojtyła najbliższym mogłoby być tego rodzaju nazwisko typowe u Rumunów, tak często odnotowywane w minionych stuleciach, zwłaszcza w powieściach rumuńskich.

Miejscowość Czaniec, w której urodzili się przodkowie przyszłego Papieża, jak ukazał to wyraźnie w 1938 roku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Stanisław Łukasik, była to gmina zamieszkiwana przez Wołochów, podobnie jak wszystkie 500 gmin założonych na terenach Polski we wczesnym Średniowieczu, a których rumuńskie nazwy są odnotowane przez sławnych specjalistów od polskiej toponimii. Oto tylko kilka przykładów miejscowości, a także szczytów, dolin, gór, wzgórz czy cieków wodnych: Kasina (od caş); Katun (od cătun); Petrowce (od pietre); Pisculice (od piscuri); Wadowice – miejscowość, w której urodził się przyszły Papież – pochodzi od rumuńskiego słowa vad. Należy podkreślić, że nazwa ta była także imieniem własnym wieśniaka w Polsce. Włochy (od vlah); Malice (od mal); Czaniec (od cenac); Katyna (od cătină - 1566); Sekul (od sec - 1588); Hotar (od hotar - 1676); Magura (od măgură); Turbacz (od turbat); Sipot (od şipot); Mołdawa (od Moldova), nazwa ta funkcjonowała zarówno jako imię, jak i nazwisko; Roztoka (răstoacă); Rotunda (od rotundă); Baltagul (od baltag); Sulica (od suliţă); Stanka (od stâncă); Sekatura (od secătură); Zawoja (od zăvoi); Syhla (od sihlă); Bradul (od brad); Pinu (od pin); Cetynia (od cetină); Czuta (od ciută); Czerbul (od cerb); Capul (od ţap); Bacza (od baci); Waratyk (od văratic); Tomnatyk (od tomnatic); Paszuna (od păşune); Stynowa (od stână); Tarlo (od târlă); Strunga (od strungă); Staneszcze (od stănişte); Koliba (od colibă); Mierydzna (od merindă); Urdowa (od urdă); Bryndziakowska (od brânză); Hadle (od holdă), itd.

Te częste ślady lingwistyczne o dużej wyrazistości w toponimii, o rdzennym pochodzeniu rumuńskim, pozostawione na zawsze na mapie Polski i w pamięci Polaków, oferują istotne przesłanki do zaakceptowania lub tylko przyjęcia jako hipotezę, że nazwisko Wojtyła mogłoby pochodzić od rumuńskiego Voitilă, albo od innych podobnych nazwisk rumuńskich, takich jak Vintilă lub Voicilă.

Wcale nieprzypadkowo kojarzymy je w kontekście istnienia licznych miejscowości spotykanych w regionie zamieszkiwanym przez Rumunów (Wołochów), których mieszkańcy zachowali w duszy kulturę tak podobną do tej z kraju pochodzenia. Wiele podobieństw zostało ukazanych także w innych kręgach wspólnej duchowości, z których wspomniałbym w pierwszym rzędzie przypadek kolęd u Rumunów i Polaków, zilustrowany znakomitą rozprawą doktorską, obronioną na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 30 przez rumuńskiego slawistę Petre Caramana, a także podobieństwa w architekturze górskich domów, zachowania, paremie, itd.

Po wielu miesiącach złożyłem staremu historykowi domową wizytę (gdyż podupadł już na zdrowiu), aby wyjaśnić mu po długich refleksjach lingwistyczne podobieństwa słowa Wojtyła z sytuacjami, które spotyka się na obszarze rumuńskim. W ten sposób rzeczy, które wydają nam się najbardziej skomplikowane znajdują dość proste wyjaśnienie, a mianowicie takie, że w języku polskim jako języku słowiańskim przyrostek ila albo ilă miałby pochodzenie rumuńskie w przypadku imion własnych. Byłaby to jedyna rzecz do udowodnienia.

W międzyczasie jednak entuzjazm czcigodnego badacza spragnionego dowiedzieć się najszczerszej prawdy opadł, a wraz z nim i jego zainteresowania, ponieważ poproszono go rozkazująco ze strony władz kościelnych o zakończenie tak nietypowych badań! To polecenie mnie nie zaskoczyło. Było mi dane poznać punkt widzenia pewnych rumuńskich historyków literackich, nie akceptujących rozwoju myśli, że na przykład Eminescu mógłby wywodzić się z rodziny Eminowiczów, którzy mieszkali, pisali w Krakowie oraz są pochowani na tamtejszym cmentarzu. Nasi puryści stwierdzili, że świętokradztwem byłby fakt, iż gwiazda wieczorna rumuńskiej literatury mogłaby być pochodzenia innego niż rumuńskie. Z pewnością ani oni, ani owi polscy puryści nie wiedzą, że Ojciec Święty, Papież Jan Paweł II mówi nam tylko, że „nie ma powodów, żebyś bał się prawdy”!

Pozostało jednak we mnie pragnienie, by spróbować znaleźć jakąś odpowiedź na pytanie: dokąd wiodą korzenie tego wielkiego Polaka, jednej z najbardziej znaczących i światłych osobowości naszych czasów?

Dla hipotezy wołoskiej, czyli rumuńskiej, użyłem tylko kilku argumentów, żeby nie przytłoczyć wywodu innymi wyjaśnieniami natury historycznej, lingwistycznej i sądowej, przytaczając zbyt wiele niepotrzebnych dat. Pragnę, by wszystko zostało odebrane jako wypowiedź, jako pierwsze przypuszczenie, które powinno być pogłębione, jak przystało, oddzielnymi badaniami. Przyszli biografowie Papieża Jana Pawła II-go nie będą mogli ich pominąć.

Jeszcze jedna rzecz nurtowała mnie przez pewien czas: co było w duszy Wadowiczanina, który, po zostaniu Papieżem, zdecydował się wprowadzić, mógłbym powiedzieć z pewnym pierwszeństwem, w rząd świętych Jeremiasza Valahula (Ieremia Valahul). Całe pokolenia papieży, pochodzących w większości z narodów romańskich, nie podjęły tego podniosłego dla nas, Rumunów, aktu. Dokona tego czynu tylko były Kardynał Krakowa, urodzony na wspomnianych ziemiach, zamieszkałych przez pasterzy rumuńskich, gdzie przez kolejne wieki funkcjonowało ius valachicum. Czy takie postępowanie byłoby przypadkowe? Czy nie mógłbym powiedzieć, że zrobił to nasz rodak? Nawet więcej. Papież Jan Paweł II będzie też recytował w języku rumuńskim na Placu Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie Modlitwę do Matki Boskiej Mihaia Eminescu.

Zastanawiam się od prawie dwudziestu lat: - Jaki papież zrobił już coś takiego w Rzymie? Z jakich wewnętrznych źródeł zrodziło się pytanie, które było mi dane usłyszeć z ust Jego Świątobliwości: Co słychać w naszej Rumunii?

Niewątpliwie końcowe wnioski, które z pewnością wysnute zostaną w przyszłości, jeśli badania w tej dziedzinie będą kontynuowane, w momencie, w którym będą miały za podstawę solidne dowody, nie będą mogły być odrzucone, zwłaszcza że wszystkie ziarna ziemi są tak samo drogie Panu. Sam Papież zbliżył się do wszystkich narodów, obdarza je szacunkiem i kocha jak prawdziwy wysłaniec Boga na ziemi.

Jednocześnie mam nadzieję, że nie spowoduję irytacji przez to, co ośmieliłem się przelać na niewinny papier. Ponieważ znajdując się w tej sytuacji nie mogę nie być owładnięty obawą, aby „nie wydał pędów korzeń goryczy” – jak ostrzega nas Biblia. Czynię to jednak z głębokim przekonaniem, że może to zawierać dużą dozę prawdy. Zaś ci, którzy czytali Papieża, wnikliwego badacza Karola Wojtyłę, wiedzą, że dla Jego Świątobliwości prawda reprezentuje najwyższą wartość.

Zaś co się tyczy powstrzymywania komunizmu, nie mogę przeoczyć faktu, że 19 grudnia 1989 roku, kiedy Timişoara zacięcie walczyła przeciwko tyranii Ceauşescu, Papież Jan Paweł II, przyjmując w Bazylice Świętego Piotra pełnomocnych ambasadorów w Watykanie, poświęcił dłuższą chwilę, aby porozmawiać z ambasadorem Rumunii, zaciekawiony jej losem, przekazując jednocześnie w tych historycznych momentach wielkiego napięcia i dramatycznego ładunku życzenia „wolności narodowi rumuńskiemu”. Drugiego dnia przesłanie stanie się bardziej wymowne i przejmujące. Przed 600 zebranymi pielgrzymami na ogólnej audiencji, Papież potępi represje w naszym kraju i zaadresuje „do wszystkich obywateli drogiego narodu rumuńskiego” zachętę do harmonijnej współpracy pomiędzy grupami etnicznymi, która ułatwia pokojowe przestrzeganie praw ludzi, obywateli i religii, zapewniając im w ten sposób podstawowe wolności. (Bernard Lacomte, La Verité l’emportera toujours sur le mensonge. Comme le papa a vaincu le communisme…, 1991).

Są oczywiście chrześcijańskie gesty ze strony największej władzy duchowej naszych czasów, która śledziła i znała z bliska upadek „imperium zła”. Ale ile serca w jego trosce i przesłaniu przekazanym drogiemu narodowi rumuńskiemu!


Ja jestem Dawid, jam jest pasterz

Karol Wojtyła, „Pieśń poranna”


1 [innych osób przede mną]: zob. pełniejszy cytat w gazecie Romania literara nr 18, 5-11.05.1999 pod tyt.: „Korzenie wołoskie?”