W tym miejscu postanowiłem otworzyć kącik medyczny. Skłoniło mnie do tego kilka zdarzeń.

Pracuję jako chirurg dziecięcy w Specjalistycznym Zespole opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu od 27 lat. Miałem szczęście rozpocząć pracę z kolegami, którzy byli bardzo doświadczonymi chirurgami i jednocześnie chcącymi mnie czegoś nauczyć. Mój pierwszy ordynator – dr Milanowski był niezwykłym człowiekiem pod każdym względem. Wspaniały człowiek, doskonały specjalista, niesamowicie wyczulony na cierpienia dziecka. Te zasady kierowały nim w jego codziennej praktyce i życiu. Jak to bywa z komunikacją miejską, nie zawsze byłem punktualny, ale znalazłem na to sposób. Kupowałem po drodze Głos Wielkopolski; szef dostawał stronę przedostatnią a zastępca ordynatora pierwszą z wiadomościami. I zawsze słyszałem, że w tym momencie jestem usprawiedliwiony. Co jest na przedostatniej stronie – łatwo się domyślić. Po latach, to ja dostaję gazety od młodszych kolegów. Po jego odejściu na emeryturę, po odbytym konkursie, moim szefem został dr Krzyżański.

Dr Krzyżański to przede wszystkim praktyk, wirtuoz noża, trzeźwy diagnosta. W krótkim czasie zostałem jego zastępcą. W tamtym czasie odbyłem wiele staży szkoleniowych we Francji, tam miałem, możność poznania wielu ludzi, tam też zapoznałem się z innymi sposobami operacji. Wynikiem moich wojaży i przychylności ordynatora było wprowadzenie nowoczesnych technik zaopatrywania złamań kości u dzieci i młodzieży. W skrócie metoda ta polega na wprowadzeniu do jamy szpikowej złamanej kości dwóch prętów, które stabilizują odłamy w prawidłowej pozycji. Proste, efektywne, skuteczne, mało powikłań. Taka też była teza mojej pracy doktorskiej. Wyciągi kończyn zniknęły z naszego szpitala na dobre, poza nielicznymi wyjątkami.

Rok 1999 – niespodziewanie odchodzi na zawsze dr Krzyżański. To duża strata.

Moje drugie miejsce pracy to Poradnia Specjalistyczna – chirurgia dziecięca. Obecnie po remoncie mamy do dyspozycji dwa przestronne gabinety, jeden do badań, drugi zabiegowy. Jeden w kolorze żółtym, drugi niebieski. W pierwszym gabinecie na jednej ścianie powiesiliśmy zdjęcia małych pociech, na przeciwnej ścianie zdjęcia większych. I tu zaczyna być czasem wesoło. Chłopiec może ośmioletni trenujący judo rozpoznał starszą koleżankę ze zdjęcia, która też uprawia judo. On ma pas żółty, ona niebieski. I...przyznał się do wszystkiego – jak to podkradał słodycze schowane w domu, jak bezbłędnie grał na pianinie uprzednio nagrany na keybordzie utwór, żeby mama była zadowolona.

Poniżej chciałbym przedstawić Państwu kilka informacji:

Poradnia Chirurgiczna w budynku POSUM, Al Solidarności 36 jest otwarta od poniedziałku do piątku w następujący godzinach:

Małe dzieci natychmiast lgną do stolika z zabawkami. Nie wiem dlaczego, ale największym powodzeniem cieszy się czerwony samochód, różowy helikopter i ... różowa świnka, u której można wduszać ryjek. Oczywiście zabaweczki są pożyczane i zabawa jest kontynuowana na korytarzu.



















Dzieci zaopatrzone po różnego rodzaju urazach w innych ośrodkach są dalej kontrolowane u nas. Złamania należy skontrolować w 7-10 dobie w celu sprawdzenia, czy nie doszło do wtórnego przemieszczenia. Czasami dochodzi, wtedy najprościej jest odesłać pacjenta do szpitala. Ale nie zawsze tak robię. Można naciąć opatrunek gipsowy z jednej strony i odpowiednio zmienić kąt ugięcia kończyna na prawidłowy. Jest tzw. gipsotomia. Pewnego razu przyszedł chłopak 14-letni, u którego miałem skorygować oś kończyny zapewniając go jednocześnie, że to nic nie boli. Na to chłopiec spokojnie odrzekł, że już wcześniej, bo dwa lata temu przeżył coś takiego i bolało jak nie wiem co. Ręka mi zadrżała, w oczach pociemniało, ale ku mojemu zdumieniu gipsotomię wykonałem ku obopólnej radości. Spotkałem go później w charakterze studenta medycyny. Jak to można zmienić los.

Opisy niektórych zdarzeń z życia, które mogą się przydać każdemu

Mamy dyżur z kolegą z doktorem, który waży około 100 kg i dostaliśmy podwieczorek – pączki i kompot. Nagle otwierają się drzwi do dyżurki i wkracza mała 5-letnia dziewczynka. Przysiada się, opowiada fabuły z różnych filmów, które widziała w telewizji, jak to pan Wołodyjowski rozprawił się ze zbójnikami, trochę akcji z „Czarnych chmur” i w końcu stwierdziła, że Bruner to świnia. W tym czasie NASZE pączki zniknęły w ustach dziecka przy akompaniamencie głośnego mlaskania i zadowolenia. Dziewczynka była na diecie ścisłej, ale jej stan zdrowia poprawił się niemalże natychmiast. Po spożyciu NASZEGO podwieczorka nasze kochana fanka filmów opuściła dyżurkę jakby nigdy nic... Co nam pozostało – kolega skoczył do cukierni i zakupił kolejną porcję pączków.

A co robią dzieci gdy im się nudzi...przeczytajcie

Publikacje (link wkrótce)